ElectroMushroomz Fiesta na 5 lat akcji FNB




Jeszcze rok, dwa lata temu nie do pomyślenia byłoby, że w największych amerykańskich gazetach, takich jak Washington Post ukażą się w miarę pochlebne artykuły o organizacjach walczących o ujawnienie prawdy o wydarzeniach z 11 września 2001 roku. Magazyn Time jako główny temat numeru umieścił historię o autorach internetowego dokumentu Loose Change, ale już nie określa się ich jako półgłówków, naiwniaków i paranoików. Zamiast tego napisano, że te dzieciaki są uczestnikami wielkiej amerykańskiej tradycji niezależności, nonkonformizmu i antyautorytarnego dysydentyzmu. Kiedy przyjrzeć się z bliska oficjalnej wersji wypadków z 11 września nietrudno odnieść wrażenie, że całość rozłazi się w szwach. Nawet u nas w końcu coś drgnęło: Przekrój w numerze z 7 września zamieścił artykuł o teoriach spiskowych dotyczących WTC, w którym już otwarcie kwestionuje się wiarygodność obowiązującej dotychczas wersji wydarzeń.

Teraz media w USA śmielej zaczynają zadawać niewygodne pytania, bo zmienia się tam sytuacja polityczna. W 2001 r. wszyscy byli zastraszeni, bez zastanowienia łykając wszelkie informacje, które pochodziły z Białego Domu. Dzisiaj już się mówi o tym, że reakcja amerykańskich dziennikarzy na zamachy z 11 września i to, jak dali sobą manipulować przez te pięć lat (także jeśli chodzi o wojnę w Iraku i inne sprawy), kładzie się cieniem na reputacji ich profesji. Jakakolwiek krytyka była traktowana jako niepatriotyczna. Teraz, po kolejnych skandalach w administracji prezydenta Busha, fiasku interwencji w Iraku czy w końcu absolutnej bezradności rządu wobec huraganu Katrina, strach zniknął i można zacząć zadawać niewygodne pytania. Im niżej stoi prezydent w sondażach poparcia społecznego, tym odważniejsi są dziennikarze. Szkoda, że tej odwagi nie mieli wcześniej. Teraz powtarzają swoje rewelacje za tymi, których jeszcze kilka lat temu bezlitośnie wyśmiewali ...